niedziela, 12 lipca 2009

Jesteśmy młodą i głupiutką rasą

Mój pierwszy post poświęcę tematowi, wydawałoby się banalnemu. Relacje człowiek-człowiek i ogólnie nasza egzystencja. Zdziwiliście się, bo tym całym wstępie i tytule bloga? Dobra, to przechodzę do sedna sprawy.

Ludzie. Czy wyście oszaleli jeszcze bardziej? Wystarczy nam nasze wrodzone szaleństwo... 

Człowiek, to taka dziwna instytucja, która lubi walczyć sama ze sobą. Określam ludzi, jako jedną całość, gdyż pochodzimy z tego samego kodu, dlatego sądzę, iż ludzie sami na siebie spuszczają bomby nuklearne. Nie chodzi mi o kontratak USA na Japonię, ale, gdy ktoś odpala bombę we własnym domu. Powinniśmy się rozwijać. Zwiększać dobrobyt mieszkańców Terry. Badać wszystko, co się da i opracowywać coraz to nowsze technologie. Tak się właśnie dzieje? No tak, niby tak, ale naszym własnym kosztem. Nie będę głosił słów GreenPeace'u, że mamy nie ruszać natury, bo natura jest święta i nie mamy prawa w nią ingerować. Racja, natura to najświętrza rzecz na tej ziemi. Powinniśmy kochać naszą planetę. Jesteśmy jej mieszkańcami i gdyby nie jej prywatne pierwiastki, nie zdziałalibyśmy nic. Jednak wiem, że rozwój potrzebuje surowca. Aby powstało coś, to coś innego musi zginąć. Taka jest prawda. Jeśli jeden człowiek się bogaci, to na pewno jakiś inny na ziemi właśnie biednieje. To jest zasada, której nie da się przełamać w naszych obecnych realiach, przez co stworzenie prawdziwej utopii jest prawie niemożliwe. Prawie... bo gdyby ludźmi nie kierowała jedynie rządza pieniądza i dominacji nad innymi istotami, to byłby to dopiero pierwszy krok ku stworzeniu takiej utopii. Jednak nie musimy doszczętnie niszczyć naszej natury. Istnieją sposoby, aby jak najbardziej zminimalizować straty w naturze na rzecz naszych działań cywilizacyjnych. Jeśli zetniesz jedno drzewo, to zasadź dziesięć nowych. 

Wracając do początku. Określiłem ludzi, jako jedność. Chciałbym teraz wprowadzić trochę klimatu fantasy i opowiedzieć Wam teraz o krasnoludach. Nie machajcie głową "omg, kolejny fantasta, pewnie będzie nawijał o stworzeniu idealnego świata i po co to komu". Owszem, lubię światy fantasy. Gram w Warhammera a D&D znam na wylot. Jestem graczem. Gram zarówno w gry fabularne na papierze, co na moim ukochanym sprzęcie. Niedługo wezmę ślub homoseksualny z moim lapciakiem. Jeśli sądzisz, że źle trafiłeś, to właśnie teraz jest odpowiedni moment, aby opuścić tego bloga! Serio. Jeśli właśnie odechciało Ci się to czytać, to daruj sobie.

Kontynuuję. Krasnoludy, są to istoty z mitologii nordyckiej. Są w ogóle stylizowane na wojowników w stylu wikingowskim. Jednak nie są barbarzyńcami, ani piratami. Co chcę powiedzieć... krasnale mieszkają w potężnych twierdzach wyrzezanych wewnątrz gór, bądź stawiają fortyfikacje na ich szczytach. Są najlepszymi inżynierami i budowniczymi (szczeglne w kamieniu) ze wszystkich ras wszelkich światów fantasy. Są to twardzi jegomoście, którzy kochają nader wszystko trzy rzeczy: złoto, piwo i poządną bitkę. Tak, dobrze przeczytaliście - bitkę. Ale mój temat jest zupełnie o czymś innym. Przed chwilą mówiłem, aby przestać ze sobą walczyć. Otóż, już wyjaśniam. To bardzo proste. W światach fantasy żyje wiele ras. Dobrych, złych (jakkolwiek zło i dobro jest odbierane, ale to inna sprawa), neutralnych... każda rasa musi się chronić przed niektórymi innymi rasami. Odnoście świata rzeczywistego, ja to tłumaczę w sposób taki, że te wszystkie rasy - elfy, krasnoludy, ludzie, orki itp itd, to po prostu różne państwa i nacje. Różne regiony na świecie. Krasnoludy - wiadomo. Szwecja i inne kraje północy. Elfy - to bardziej na daleki wschód. Itp. Nieważne. Chodzi mi o to, że walczą o przetrwanie. Niektóre rasy zakładają ze sobą sojusze, inne mają naturalnych wrogów. Tak samo jest z państwami na świecie. Niemcy vs Polska. Jedni nienawidzą drugich, jak psy. Najmniejszy zgrzyt może wywołać wojnę. Sam nie lubię Niemców za to, że tak nas wyniszczyli. Jeśli ktoś zna się choć trochę na historii, to wie, że w dwudziestoleciu międzywojennym Polska zdołała rozwinąć się w takim tępie, że gdyby nie druga wojna światowa bylibyśmy teraz naprawdę bogatym i potężnym państwem! To dowodzi temu, że rozwój jest możliwy. Poprzez współpracę. Jednak co nas zmobilizowało do tej współpracy narodowej? Właśnie wojna... niestety. Ostatnio cały czas powtarzam, że musiałaby wybuchnąć kolejna wojna, abyśmy zwarli dupy i ruszyli naprzód. Oczywiście mam nadzieję, że żadnej wojny nie będzie, choć to, co się dzieje między Koreą, a USA obecnie... ehh. Kretyni.

Od zarania dziejów, ludzie ze sobą walczą. Plemiona o pletko 50 kilometrów kwadratowych, osady o pola 100-kilometrowe, miasta o 200 km2, i wreszcie państwa na skalę światową. Walczą o dominację, o wpływy, o surowce, o jakiekolwiek dobra materialne, bądź z samej ochoty stoczenia wojenki. Wojny prowadzimy na każdym poziomie. Generał wysyła do walki potężne oddziały, złożone z tysięcy żołnierzy lub wojowników. Król walczy o tron. Przekupień walczy o lepszą cenę, pozycję na rynku i miejsce na targu. Rodzic walczy o lepsze zarobki, często kosztem innych. Brat walczy w domu z siostrą o banana. Walczymy cały czas. Czasami nawet nie zdając sobie z tego sprawy. A nie lepiej podzielić tego głupiego banana na dwie części, albo pójść kupić drugiego? Zawsze - powtarzam ZAWSZE można znaleźć kompromis mięzy dwiema rzeczami. Jest to zasada neutralności i równości. Dwie substancje równoważą się. Jeśli materii we wszechświecie przybywa, to antymaterii ubywa. I na odwrót. Teoretycznie antymaterii we wszechświecie jest tyle samo, co materii, choć nie udowodniono tego jeszcze. Istnieje jedynie teoria, że gdyby było inaczej, to mielibyśmy przesrane. Czasem da się uzyskać idealną równowagę, jednak jest to bardzo trudne. Szczególnie dla nas - ludzi. Zwierzęta walczą ze sobą, bo nie potrafią gadać. To ich instynkt. Jednak bez powodu nie zaatakują, chyba, że mają nie równo pod sufitem. Walczą, gdy są głodne, bądź w obronie dzieci. Raczej nigdy nie robią wypraw do sąsiednigo lasu, aby zagarnąć go z "łap" innych zwierząt, aby mieć więcej miejsca dla siebie i pozyskać niewolników. My - mimo, że jesteśmy istotami bardziej rozumnymi i rozwiniętymi intelektyualnie i emocjonalnie - wciąż staczamy ze sobą boje. Całkiem bezsensowne i niepotrzebne boje. Wcale nie dla sportu...

Kurcze, rozpisałem się. Mam nadzieję, że się połapiecie. Wracając do krasnoludów. Oni walczą w obronie przeważnie. Mają swoje kochane sztolnie, wydobywają ulubiony kruszec i handlują. Tylko, że ich społeczność działa na BRATERSKIEJ zasadzie. U żadnej innej rasy fantasy nie spotkałem się z czymś takim. U ludzi panuje hierarhia, u orków "wienkszy to szef". W armii ludzkiej każdy pozostawi innego żołnierza w największej potrzebie na pastwę przeciwnika i zwieje z pola bitwy (zwykle tak jest w fantasy, jednak są od tego wyjątki zarówno w fikcji, co i w rzeczywistości). Ork zasieka swojego, gdy ten zechce uciec, bądź okaże się za słaby, by walczyć. A Krasnolud prędzej sam zginie w obronie swego pobratymca, niż ucieknie. Będzie walczył w obronie kompana, jeśli ten znajdzie się w potrzebie. Dlaczego ludzie nie mogą tak funkcjonować? Racja, bardzo niewielkie grupki tak funkcjonują. Powiedzmy jakieś klany... ale nie oszukujmy się. Jeśli przyjdzie ktoś z zewnątrz po pomoc, to już zaczynają kręcić nosem. Honor przestał się dla nas liczyć bardzo dawno, jeśli w ogóle kiedykolwiek ktoś prawidłowo zinterpretował znaczenie tego słowa. Jak dla mnie honorowo jest wspomóc obcą jednostkę, niż wsadzić komuś miecz między żebra "zgodnie z kodeksem". Jeśli do ludzkiego króla przyjdzie rzebrak, to ten go potraktuje butem w rzyć. Krasnoludzki król żyje ze swoimi pobratymcami na równi, tylko po prostu im przewodzi, bo anarchia to też nie najlepszy pomysł. Ludzie swoich przywódców się często boją, dlatego mu służą. Krasnolud zginie za swojego króla z uśmiechem na ustach. Jednak ludzie to głupie istoty, które od samego stworzenia - kimkolwiek ten stwórca nie był i jak kolwiek nie powstaliśmy - są krwiorzerczymi bestiami. Tak, jesteśmy najwyklejszymi bestiami, które rzucają się sobie do gardeł z uśmiechem. 

Jeśli ktoś widział mój profil... jest tam napisane: sztuki walki, wojna. A tak. Bardzo lubię sztuki walki, sztukę wojny, strategię i taktykę. Jednak nie po to, aby zabić drugiego człowieka. Czytam książkę, która została stworzona ze starożytnych traktatów jednych z największych strategów w historii świata. Sun Tzu i Sun Pina. W armii amerykańskiej przytaczają teksty z tej książki zwykłym szeregowym. Traktaty te są przydatne na polu bitwy. A czym jest nasze życie, jak nie jedną wielką bitwą? Nawet na odwrocie książki jest napisane, że tekst książki nie tylko uczy, jak byś świetnym strategiem wojennym, ale uczy także manewrów na polu biznesowym, czy po prostu życiowym. Czytam ją, bo są tam zawarte niesamowite prawdy o nas samych, które dużo potrafią uświadomić. Jak człowiek jest słaby i jak bardzo łatwo go zdominować. Ale ja się pytam... dlaczego musimy czytać takie książki, żeby przetrwać w naszym własnym świecie, który kreujemy MY SAMI? 

Po drugie. Jeśli chodzi o samą walkę, to też ją uwielbiam. Jednak nigdy nie przyszła mi myśl zabicia drugiego człowieka dla przyjemności. Jako ludzie uwielbiamy ze sobą rywalizować. Jest to nieodłączna nasza cecha, która podbudowuje nasze morale, naszą dumę itp. Dowartościowujemy się, gdy wygrywamy nad kimś innym. Począwszy od gier, po realne życie i sytuacje. Ok. Dlaczego nie prowadzić ze sobą pojedynków? Jeśli ktoś chce, to niech idzie na arenę. Jednak bez zabijania!! Co nam da śmierć drugiego człowieka? Jego bogactwo? Bogactwo wypracuj własnymi rękoma do cholery! Zresztą, gdybyśmy żyli tak, jak krasnoludy, to byśmy nie musieli się troszczyć o nasze bogactwo. Starczy, że byśmy pracowali, jak inni, robili to, co do nas należy, a nie narzekali i byśmy nie byli odpychani na margines. Chwałę? Chwałę, to można zdobyć podczas heroicznej obrony przed najeźdźcami. Jednak sami nie bądźmy tymi najeźdźcami! Nie atakujmy samych siebie. Nie walczmy. Rozwijajmy się. Dążmy do doskonałości i do idealnego społeczeństwa. To wszystko jest realne bez wojen! Wiem, że po głębszym namyśle jest wiele czynników, które sprawiają, że jest to coraz trudniejsze. Nigdy nie byłem zwolennikiem podpisywania każdego pod stereotyp. Dla mnie "rumun", to był zawsze "rumun", jako człowiek innej rasy i narodowości. Jednak ostatnio sam mam z nimi dużo do czynienia w pracy i jednak zaczynam podzielać to porónanie, że "rumun", to "złodziej". Niestety... napewno nie wszyscy, jednak przez to, co widziałem nie będę już krzyczał na nikogo, kto będzie się o nich źle wyrażał. Albo bliski wschód. "Araby". Też ich nie lubię. Szczerze i wprost mówię, że ich nie lubię. A przez to, że są obecnie najbardziej rządnymi krwi skur**elami, jakich znam. Ale dlaczego są tacy? Też napewno nie wszyscy. Wielu jest takich, którzy nieszczęśliwe życie prowadzą gdzieś na świecie, bo wszyscy ich wytykają, jako terrorystów.

Jednak ja nie mam zaufania do nich, gdyż "służą bogowi" ponad wszystko. Oni nie działają według zdrowego rozsądku, tylko przez jakieś głupie zabobony. We śnie pokazał mu się Allah. No i co robi? Idzie wysadzić WTC. Sny to wcale nie są żadne magiczne sprawy. To po prostu nasz mózg je generuje. Pokazuje nam to, co chcemy zobaczyć, to o czym marzymy, to czego się boimy i lękamy, bądź to, z czym się po prostu spotkaliśmy. Kiedyś widziałem historię: pewna kobieta byłą w ciąży. Śniło jej się, że jej własna matka wsadza jej jeszcze nienarodzony płód do lodówki. Gdy się obudziła jej brzuch był zimny i okazało się, że dziecko umarło. Dlaczego jej się przyśniło to, co się przyśniło? Mózg wyczuł, co się stało i próbował "przygotować" tę kobietę na to. Być może też sugerował, że ona sama przyczyniła się do jego śmierci, ale nie znam całej historii. Tak samo, gdy czegoś się boimy. Jeśli boimy się powiedzmy duchów, to gdy będziemy o nich ostatnio często myśleć, to zaczną nam się śnić. Zastanawialiście się może czasem, dlaczego tak trudno o to, aby dziecku przyśnił się sex? Ano dlatego, że nigdy go nie uprawiało! Jeśli dziewczynka nie widziała nigdy w życiu penisa, to nie przyśni jej się on za nic, chyba, że taki wyimaginowany w jej wyobraźni. To jest fakt i najczystrza prawda. Z wiekiem zdobywamy coraz więcej doświadczenia, coraz więcej wiemy i nasza wyobraźnia potęguje swoją obszerność z każdą zdobytą informacją. Jeśli ktoś ma aż tak namieszane w głowie przez swą porytą religię, to zrobi wszystko, co mu wmówisz, a gdy przyśni mu się Allah, to już koniec. A swoją drogą... jestem okropnie zdziwiony dlaczego w dzisiejszych czasach Allah stał się takim żądnym krwi bogiem. Przecie od najstarszych czasów był to bóg, który był łagodny i "uczył" dobra. Wiecie dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że to my sami kreujemy swoich bogów. Każdy bóg, "żywy", bądź i nie został wymyślony przez nas samych. Nawet, jeśli powiedzmy J.Ch. to prawdziwy bóg, który rzeczywiście żył, umarł, zmartwychwstał itd. To on uczył dobra i szacunku do drugiej osoby, co nie? No, a co robiła zasrana inkwizycja w czasach średnich? W tzw. ciemnych wiekach? W imię tego samego boga paliła kobiety na stosie, stosowała okrutne tortury, przy których wolelibyście umrzeć 20 razy szybką śmircią, niż raz z ich ręki!! To jest smutma prawda, z którą bardzo wielu ludzi się ze mną nie zgodzi (to o kreowaniu przez siebie samego bóstwa). Zostało udowonione, że człowiek musi w coś wierzyć. Jest na tyle słaby, że musi mieć swojego patrona, który będzie go "prowadził" za rączkę. Śmieszne. Wzięlibyście się do roboty, a nie... ;p Jednak nie chodzi mi o rozprawy, "która religia jest prawdziwa". Nudzi mnie taki durny temat. Zwróćcie uwagę na to, co chcę powiedzieć. Przeczytajcie raz jeszcze ten akapit.

Zamknę ten temat, bo nie chcę mieć tutaj żadnych żarliwych dysput na tle religijnym. Zaraz mi się zlecą wszystkie klany jehowych i będzie pozamiatane z blogiem.

Zapomnijcie o tej końcówce. Przemyślcie dokładnie to, co pisałem wcześniej. Może i są osobniki takie, jak "rumun", czy "arab". Pamiętajcie jednak, że nie każdy jest taki, jak jest zapisane w stereotypie i mimo, że jeden człowiek ma nikłe szanse w walce z tępotą ludzką, to Wy sami możecie się zmienić! Możecie wpływać na swoje otoczenie. Jak jakiś nieznany facet będzie biegł do tramwaju i przed nosem zaczną mu się zamykać drzwi, to nie stójcie bezradnie i nie śmiejcie się z jego nieszczęścia. Skoczcie na te cholerne drzwi i zablokujcie je, aby koleś zdążył wskoczyć od środka. 

Dlaczego lubujemy się w torturach i horrorach? Bo jesteśmy złą rasą. Ludzie, to perfidnie zła rasa. Lubimy patrzeć na cierpienie własnych braci, choć wielu nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Jednak możecie zmienić to, wiedząc o tym wszystkim, co właśnie napisałem.

Pozdrawiam!

I mam nadzieję, że zrozumieliście ten tekst prawidłowo. 

sobota, 11 lipca 2009

Już niedługo...

Witajcie!

Założyłem tego bloga, gdy miałem wenę. Teraz, mimo, że wena jest, to czasu brak. Tak już bywa ;p Jeśli kogoś zainteresował mój opis, to zapraszam niedługo. Możliwie w najkrótszym czasie wstawię pierwszego posta.

Zapraszam i pozdrawiam!